Juliusz Osterwa

Z Centrum Myśli Jana Pawła II - WIKIJP2
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Ten artykuł jest w trakcie tworzenia. Jeśli chcesz w tym pomóc, edytuj go

Juliusz Osterwa właśc. Julian Andrzej Maluszek (ur. 23 czerwca 1885 w Krakowie, zm. 10 maja 1947 w Warszawie) – polski aktor i reżyser teatralny, teoretyk teatru, twórca jednego z najważniejszych nurtów na scenie polskiej. Założyciel eksperymentalnego Teatru Reduta.

Związki z Karolem Wojtyłą

Karol Wojtyła jako uczeń gimnazjum przyjeżdżał do Krakowa na spektakle - poranki dla teatrów szkolnych organizowane i prowadzone przez Juliusza Osterwę. Nie opuścił żadnej premiery.

Osobiście poznaje Osterwę jako student wiosną 1940 r. dzięki Juliuszowi Kydryńskiemu, który spotkał aktora przypadkowo w antykwariacie. PATRZ UWAGI! Staje się częstym gościem w mieszkaniu Osterwy przy ul. Basztowej w Krakowie, gdzie odbywają cotygodniowe spotkania. Rozmawiają o teatrze, roli aktora, literaturze. Spotyka się wraz z innymi studentami (Juliusz Kydryński, Tadeusz Kwiatkowski, Danuta Michałowska) przygotowując dla JO czytanie sztuki Żeromskiego Uciekła mi przepióreczka. JO wsyłuchuje go w o sierpniu 1940 w mieszkaniu pp. Poźniaków. KW czyta kwestie wszystkich 0profesorów - imponuje inwencją aktorską. Zapada postanowienie aby przygotować cały II akt Przepióreczki; pokaz dla zaproszonych gości we wrześniu 1940. JO nie ma. "W tym czasie wszyscy pracujemy indywidualnie na polecenie JO nad Hamletem Szekspira. Osterwa mianowicie kazal nam napisać poszczególne role własnym językiem."

Zjawia się po raz pierwszy na spektaklu Teatru Rapsodycznego 30 V 1942 r. (Godziny Wyspiańskiego). Kotlarczyk wspominał: "odtąd pozostał z nami i naszym teatrem do końca. Bywał u nas , mówił o rzeczy naszej radośnie, zapalał nas i bronił. Widział w TR "żywosłownię", zaś reżysera nazywał "słowostawcą" (przypis: Listy)" Odtąd bywa na niektórych spektaklach TR. Podczas przedstawienia "Pana Tadeusza" (28 XI 1942) na Karola szczególną uwagę zwrócił. Reżysera zachwyciła głębia i dojrzałość młodego aktora, a także trwanie w skupieniu mimo hałasu niemieckiej "szczekaczki" za oknem. [1] Z głośnika ulicznego komunikat wojenny. DM twierdzi, że Osterwa stwierdzil potem, że należało przeczekać i kontynuować w ciszy,W czasie jednego ze spektakli w domu na rogu Kleparskiej wśród widzów pojawił się Juliusz Osterwa. Karol recytował właśnie wiersz, gdy za oknem zaczęławyć "szczekaczka". Aktor nie przerwał deklamacji. Wygrał pojedynek. Właśnie jego opanowanie podkreślił, oceniając występ, stary mistrz.

Wojtyła zaprosił go na uroczystość swych święceń kapłańskich i prymicyjną Mszę św. na Wawelu (4 XI 1946). JO zanotował w dzienniku; "Kraków 4 XI 46 - poniedziałek (już w mieszkaniu na Pijarskiej 5). Lisi do Karola Wojtyły, od dziś księdza..." [2]

Karol Wojtyła o Juliuszu Osterwie

Poznałem Juliusza Osterwę. Zapoznał mnie z nim Kydryński, wiesz, ten kolega z polonistyki. Byliśmy już u niego dwa razy. Jest dla nas bardzo uprzejmy, traktuje bardzo serdecznie i zaprasza. Mówiłem o Tobie. [o Kotlarczyku] (...) Sam on pracuje bardzo dużo. Mówił nam: "pojęcie teatr już nam właściwie nie wystarcza, tu trzeba czegoś więcej". - "Aktor to nie błazen, to działacz pełniący swe posłannictwo". - W każdym razie to człowiek dużej, bardzo dużej miary. - A co nade wszystko ujmuje, to ten ogrom pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Obecnie twierdzi on, że zajmuje go język. Widzi go być nadto zachwaszczonym wyrażeniami obcymi, tak że się zatraca zdrowy rdzeń wśród tego. - Pokazywał nam swoje notatki.
Karol Wojtyła, List do Mieczysława Kotlarczyka, Wielkanoc 1940


Co się tyczy Juliusza, to owszem. Bywamy u niego co tydzień. Jesteśmy nawet poniekąd zadomowieni. On tutaj pracuje (trzeba mu to przyznać, że jest człowiekiem wielkiej pracy) - otóż pracuje nad niektórymi utworami ze swojej linii repertuarowej. Całość tej linii jest mniej więcej następująca: "Oresteja", "Edyp", "Antygona" - "Lilla Weneda", - "Sen nocy letniej" - "Balladyna" - "Dziady", "nie-boska" - "Wesele" - "hamlet" - "Wyzwolenie". Otóż chodzi mu o przekłady. Zgadzamy się chyba w tem, ze przekłady Morawskiego i Butrymowica nie tylko, że są scenicznie ciężkie, ale w ogóle nawet do zgryzienia twarde. Otóż Juliusz powiada: "chcę, żeby tego mogły słuchać z pełnym zrozumieniem nawet kucharki" (kładzie akcent na tym ostatnim) - i przekłada sam, w sposób sceniczny. Tak przełożył "Antygonę", obecnie przekłada "Hamleta" (Monologi Wysp.[iańskiego]). Nam polecił pracować nad innemi.Już dokonałem tej "osterwiańskiej" rewizji "Edypa". Przełożyłem "Edypa" na język ludzki. Juliusz był b.[ardzo] zadowolony, ale dalej twierdzi, że to jeszcze nie jest sceniczne. Mówi zresztą, że sceny trzeba się uczyć. No, niewątpliwie! (Nie przejmuj się tym niescenicznym rezultatem mojego przekłądu: Osterwa twierdzi to samo o przekładach Kasprowicza). W ogóle nas polubił, nawet bardzo. Jesteśmy u niego co tydzień (ja nierzadko się w "tygodniówkach" opuszczam). W całości oceniając jego myśl teatralną, widzę, że ma znakomicie przemyślane i przepracowane szczegóły (czasem aż za dobrze... - czasem dziwaczy nieco), ale bez komplementów, Ty mi bardziej odpowiadasz. Na Osterwie bądź co bądź ciąży atawistycznie teatr... i niestety... Warszawa, my jesteśmy, że się tak wyrażę - prymitywniejsi. Chociaż ma czasem pomysły kapitalne. Pozatem... my jesteśmy bardziej jak bracia, on bądź co bądź ojczaszek (bardzo serdeczny, ale ojczaszek). Zresztą powiadam Ci: polubił nas. Mówi, że chciałby nas mieć blisko, b.[ardzo] blisko siebie. - Aha, co najważniejsze - zdaje mi się, że Ty - mój Kochany Amatorze i Dyrektorze - zdaje mi się - podejrzewam - i wyżej mierzysz i dalej patrzysz, a o ile na razie jeszcze nie - to czuję, że dalej spojrzysz. To tyle o Juliuszu, pierwszy raz nieco więcej. No, teraz już przecie zdołałem coś wysądować po tylu "posiedzeniach". Ale on fantastycznie mówi! Aktor to z niego musi być! No i dyrektor! Co to gadać... ale... (nic nie jest bez ale...).
Karol Wojtyła, List do Mieczysława Kotlarczyka, kwiecień/lato 1940


Osterwianizm został chwilowo przerwany. Dyrektor wyjechał. Zresztą nie imponuje mi znów tak nade wszystko. Ja zasadniczo jestem bardziej przywiązany do ludzi o tajemniczym wnętrzu, o wielkim wnętrzu. Nie znaczy to, ażeby Dyrektor go nie posiadał. Ale, wierzcie mi, trochę mam wrodzonej niechęci do tych murowanych już słów. Może dlatego, że jakoś nie możemy mimo wszystko mówić na jednym poziomie. W każdym razie, silnych tam więzów nie czuję, nie, wcale nie.
Karol Wojtyła, List do Mieczysława Kotlarczyka, Kraków, 7 X 1940


"Poznałem Juliusza Osterwę. Zapoznał mnie z nim Kydryński, wiesz, ten kolega z polonistyki. Byliśmy już u niego dwa razy. Jest dla nas bardzo uprzejmy, traktuje bardzo serdecznie i zaprasza. Mówiłem o Tobie. [o Kotlarczyku] (...) Sam on pracuje bardzo dużo. Mówił nam: "pojęcie teatr już nam właściwie nie wystarcza, tu trzeba czegoś więcej". - "Aktor to nie błazen, to działacz pełniący swe posłannictwo". - W każdym razie to człowiek dużej, bardzo dużej miary. - A co nade wszystko ujmuje, to ten ogrom pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Obecnie twierdzi on, że zajmuje go język. Widzi go być nadto zachwaszczonym wyrażeniami obcymi, tak że się zatraca zdrowy rdzeń wśród tego. - Pokazywał nam swoje notatki." List Karola Wojtyły do Mieczysława Kotlarczyka, Wielkanoc 1940 s.314-315

"Co się tyczy Juliusza, to owszem. Bywamy u niego co tydzień. Jesteśmy nawet poniekąd zadomowieni. On tutaj pracuje (trzeba mu to przyznać, że jest człowiekiem wielkiej pracy) - otóż pracuje nad niektórymi utworami ze swojej linii repertuarowej. Całość tej linii jest mniej więcej następująca: "Oresteja", "Edyp", "Antygona" - "Lilla Weneda", - "Sen nocy letniej" - "Balladyna" - "Dziady", "nie-boska" - "Wesele" - "hamlet" - "Wyzwolenie". Otóż chodzi mu o przekłady. Zgadzamy się chyba w tem, ze przekłady Morawskiego i Butrymowica nie tylko, że są scenicznie ciężkie, ale w ogóle nawet do zgryzienia twarde. Otóż Juliusz powiada: "chcę, żeby tego mogły słuchać z pełnym zrozumieniem nawet kucharki" (kładzie akcent na tym ostatnim) - i przekłada sam, w sposób sceniczny. Tak przełożył "Antygonę", obecnie przekłada "Hamleta" (Monologi Wysp.[iańskiego]). Nam polecił pracować nad innemi.Już dokonałem tej "osterwiańskiej" rewizji "Edypa". Przełożyłem "Edypa" na język ludzki. Juliusz był b.[ardzo] zadowolony, ale dalej twierdzi, że to jeszcze nie jest sceniczne. Mówi zresztą, że sceny trzeba się uczyć. No, niewątpliwie! (Nie przejmuj się tym niescenicznym rezultatem mojego przekłądu: Osterwa twierdzi to samo o przekładach Kasprowicza). W ogóle nas polubił, nawet bardzo. Jesteśmy u niego co tydzień (ja nierzadko się w "tygodniówkach" opuszczam). W całości oceniając jego myśl teatralną, widzę, że ma znakomicie przemyślane i przepracowane szczegóły (czasem aż za dobrze... - czasem dziwaczy nieco), ale bez komplementów, Ty mi bardziej odpowiadasz. Na Osterwie bądź co bądź ciąży atawistycznie teatr... i niestety... Warszawa, my jesteśmy, że się tak wyrażę - prymitywniejsi. Chociaż ma czasem pomysły kapitalne. Pozatem... my jesteśmy bardziej jak bracia, on bądź co bądź ojczaszek (bardzo serdeczny, ale ojczaszek). Zresztą powiadam Ci: polubił nas. Mówi, że chciałby nas mieć blisko, b.[ardzo] blisko siebie. - Aha, co najważniejsze - zdaje mi się, że Ty - mój Kochany Amatorze i Dyrektorze - zdaje mi się - podejrzewam - i wyżej mierzysz i dalej patrzysz, a o ile na razie jeszcze nie - to czuję, że dalej spojrzysz. To tyle o Juliuszu, pierwszy raz nieco więcej. No, teraz już przecie zdołałem coś wysądować po tylu "posiedzeniach". Ale on fantastycznie mówi! Aktor to z niego musi być! No i dyrektor! Co to gadać... ale... (nic nie jest bez ale...). s.319-320 kwiecień/lato 1940

"Osterwianizm został chwilowo przerwany. Dyrektor wyjechał. Zresztą nie imponuje mi znów tak nade wszystko. Ja zasadniczo jestem bardziej przywiązany do ludzi o tajemniczym wnętrzu, o wielkim wnętrzu. Nie znaczy to, ażeby Dyrektor go nie posiadał. Ale, wierzcie mi, trochę mam wrodzonej niechęci do tych murowanych już słów. Może dlatego, że jakoś nie możemy mimo wszystko mówić na jednym poziomie. W każdym razie, silnych tam więzów nie czuję, nie, wcale nie." Kraków, 7 X 1940 r. s. 323-324

Uwagi

Opowiedziałem mu o zajęciach teatralnych naszej grupy (bo byliśmy już "grupą"). Bardzo go one zainteresowały, zaprosił mnie do siebie na rozmowę. Mieszkał wtedy przy ul. Basztowej. Przyprowadziłem z sobą Karola. W ten sposób Osterwa został wciągnięty w prace teatry konspiracji, których potem był wiernym obserwatorem i życzliwym krytykiem. Pamiętam, że kiedyś zagraliśmy dla niego - i dla innych zaproszonych ok. 30 gości - drugi akt "Przepióreczki" Żeromskiego w naszym mieszkaniu przy Felicjanek. Był to z naszej strony akt dużej odwagi - nie tylko ze względu na warunki konspiracyjne. (...) Ale Osterwa był wyrozumiały i serdeczny. Bardzo nas nawet pochwalił.[3]

Bibliografia

  • Mieczysław Kotlarczyk, Karol Wojtyła, O Teatrze Rapsodycznym, PWST, Kraków 2001. ISBN 8390532883 W bibliotece.jpg
  • Alfabet Jana Pawła II, Wydawnictwo Kluszczyński, Kraków 2005. ISBN 8374470232 W bibliotece.jpg
  • Adam Boniecki (oprac), Kalendarium życia Karola Wojtyły, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2000. ISBN 8370068340 W bibliotece.jpg

Linki zewnętrzne


Przypisy

  1. Halina Kwiatkowska, Wielki kolega, Oficyna Wydawnicza Kwadrat, Kraków 2003, s. 74
  2. Adam Boniecki (oprac.), Kalendarium życia Karola Wojtyły, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2000, s.
  3. Juliusz Kydryński (red.), Młodzieńcze lata Karola Wojtyły, Oficyna Cracovia, Kraków 1990, s. 106

Zobacz też

Teatr Rapsodyczny